Joanna czyta

Nieznany Ojciec

Ojcze kim właściwie byłeś ?
Odszedłeś nim nauczyłam się mówić.
Odszedłeś nim mogłam zrozumieć to, że …
już nigdy nie powrócisz.
Sporadycznie widziałam Cię.
Śniłeś mi się nocami.
Okradziona z dzieciństwa czułam winę i wstyd.
Chociaż o istnienie nie prosiłam Cię.


Warszawa Stan wojenny

I znów po latach wita mnie,
kamienna twarz cierpiącego miasta
skąpanego w szarzyźnie codzienności.
Bezimienne twarze szarych ludzi,
odziane w kłamstwo i fałszywy uśmiech.

Bezdomna ballada tłucze o ściany cichym płaczem.
Żałosny klaun schował uśmiech
do dziurawej kieszeni czasu.

Dławi się dzień pośpiechem.
Opuszcza ciężkie powieki.
Nie może patrzeć miastu w oczy,
które kiedyś było takie piękne.


Dla Życzliwego

Czy pamiętasz jeszcze wiosnę
w ogrodzie moich marzeń ?
Czy pamiętasz jeszcze moje imię ? Mówiłeś zawsze, że jestem twoją czterolistną koniczyną.
Mówiłeś zawsze, że jestem dla Ciebie najpiękniejsza
i taka prawdziwa.

Czas przyprószył Twe skronie
srebrzystym szronem.
Czas rozdzielił nasze losy
w różne strony.

Teraz, gdy patrzę na Twoją fotografię
i czytam Twój list z początku naszej znajomości.
Wiem, że mnie wtedy skrycie kochałeś.
Wiem, że mnie wtedy skrycie pragnąłeś.


Dla Pana Adama Szypera

Nie ma odległych miejsc
-powiedziałeś.
A więc istnieją i mam nadzieję, że czasami
o mnie pomyślisz.

I jeśli Twoje niebo jest takie samo jak moje,
które nie dzieli a łączy.
To może kiedyś się tam spotkamy.

Wtedy, kiedy to wszystko na tej ziemi zblednie, zmaleje
i stanie się już bez znaczenia.
Wtedy, kiedy kwiaty przestaną już dla nas pachnieć.

Wyzwoleni z przyziemnych spraw codzienności.
Ulotnimy się jak kamfora, lżejsi o całe życie.
Pozostaną po nas tylko wspomnienia
Doznania zapisane w naszych wierszach.


Mamo

Przytul mnie wtedy, kiedy najmniej na to zasługuję.
Pogłaszcz mnie dobrym słowem.
Powiedz mi do słuchu, gdy przekomarzam się.
Bądź mi drogowskazem na rozdrożu.


Nocne rozmyślanie

A za oknem miliony diamentowych gwiazd
migocących pod kopułą zmierzchu.
Zimny oddech nocy i zamarza wszystko na wieczność.

Lunatyczny księżyc
wędruje mleczną drogą.
Puch śniegu ścieli Ci mogiłę wiecznego spokoju.


Twoje marzenia

Chłonąłeś głodną tęsknotą
do moich wierszy.
Dotykałeś marzeniami
mych piersi.
Rozbijałeś bariery tabu pożądaniem.
Czułeś się jak młody Bóg,
po nocy nieprzespanej.
Dawałeś wiarę moim słowem.
Moja miłość do Ciebie
uginała się przed Twoja namową.


Nie skapituluję ( Chcę żyć jak chcę)

Nie wywieszę białej flagi
chociaż wciskasz mi ją na siłę w ręce.
Nie polegnę na polu chwały
tak jakbyś tego chciał.

Chce nadal żyć w moim własnym świecie.
W świecie poezji, miłości, doznań.
Chcę znów zakwitnąć konwalią
W majowy poranek po burzliwej nocy.

Będę się cieszyć każdą minutą
podarowaną mi przez los.
Będę malować słowem moje uczucia
i przez różowe okulary oglądać ten swiat.


Los

Przyszłam na ten świat
jak nieproszony gość,
o nieodpowiedniej porze.
Przez życie przepychałam się
własnymi siłami.
Tocząc swój los pod górę jak olbrzymi kamień.
Jechałam raz na wozie
a raz pod wozem,
ale …
zawsze z dumnie podniesioną głową.


Samotne milczenie

Milczenie ostatniego dnia.
Milczenie ostatniej godziny.
Głucha cisza dzwoni Ci w uszach.
Ostatnie pytanie gaśnie na twych ustach.
Odszedłeś w wieczne milczenie,
chociaż miałeś jeszcze tyle do powiedzenia.


Przyjacielowi (Till Andre)

Widziałeś z okien twojego życia inny świat.
Innych ludzi, inne religie.
Miałeś inne życiowe wizje.
Dobrobytem wolności słowa
mogłeś się rozwijać , dojrzewać.

Nie brakowało Ci pieniędzy
Nie brakowało Ci przyjaciół
I nie musiałeś liczyć tylko na siebie.


Ostatni dzień

Odchodzisz drogą w niepamięć.
Im bardziej się oddalasz
tym bardziej się przybliżasz własnego końca.
Cierpliwie czekasz na wybicie ostatniej godziny.
Zapudłowana w matni nadzieja,
że być może uda Ci się ukraść jeszcze jeden dzień na tej ziemi.